środa, 9 marca 2016

2 lata bloga! Dziękuję :)

Kochani!
Tak jak zapowiadałam, dzisiejszy post będzie specjalny.
23 lutego blog obchodził swoje święto!
Czas mija bardzo szybko, dopiero co zaczynałam przygodę z blogiem Bizarre Case. W ciągu dwóch lat poznałam dużo osób, wirtualnie i na żywo. Brałam udział w ciekawych spotkaniach, zapoznawałam się z firmami kosmetycznymi, różnymi kosmetykami, recenzowałam i cieszyłam się z każdych zakupów :D. Tworzyłam to miejsce razem z Wami i mam nadzieję, że to się nie zmieni jeszcze przez długi, długi czas!
W dniu dzisiejszym chciałabym Wam także ogłosić, że zaczynam walkę o długie włosy! Nie wiem czy pamiętacie, moje marne włosy ścięłam w poprzednim roku, w lipcu Klik.
Wcześniej też je skracałam Klik, ale potem przez ponad rok sporo urosły. Chciałabym od nowa je zapuścić. Dzisiaj pokażę Wam w jakim są stanie. 
Nie farbuję ich, czasem rozjaśniam sprayem Schwarzkopf Klik. Często chodzę w spiętych włosach więc końcówki mam w całkiem dobrym stanie.
Nie umiałam zmierzyć ich długości! Na dzień 5 marca wyszła mi długość 33 cm ale nie jestem pewna :D. Macie jakieś rady, metody na mierzenie długości włosów?
Z rozjaśniania nie będę rezygnować bo nie wpływa bardzo negatywnie na moje włosy. Ale chciałabym zahamować trochę ich wypadanie, zagęścić i przede wszystkim zapuścić.
Obecnie moje włosy są pocieniowane więc na pewno, na jakimś etapie będę chciała wyrównać długość. A może nie? ;) Zobaczymy.
Jak wiecie jestem posiadaczką sporych zapasów kosmetycznych. Chciałabym je wykończyć i zacząć kupować kosmetyki bardziej świadomie. Co to znaczy? 
Przede wszystkim chcę ograniczyć zakupy produktów kosmetycznych od firm, które zlecają testy na zwierzętach. Niby w Europie jest zakaz takich testów ale są różne sposoby by to ominąć, poza tym sporo kosmetyków marki eksportują do Chin, a by zostały wprowadzone na tamtejszy rynek muszą zostać przebadane na zwierzakach. Wiem, że najciężej będzie w tym przypadku z kolorówką ale obecnie jestem posiadaczką tak zaspakajającej mnie kolekcji cieni do powiek, tuszy, pudrów, że do czasu aż zachcę czegoś nowego, znajdę odpowiednie produkty kosmetyczne :).
Co do pielęgnacji - chciałabym zapoznać się z bardziej naturalnymi produktami, które nie są tak napakowane chemią. Na pewno zwrócę się o rady do kilku znajomych blogerek, które pewnie jeszcze nie wiedzą, że to zrobię :D.
A póki co... Zabieram się za zużywanie, dokańczanie i recenzowanie dla Was całej masy kosmetyków. W końcu po to tu jestem, prawda? ;)
A na koniec Kochani, piosenka, która ostatnio mi ciągle towarzyszy. Jest dla mnie niesamowicie pozytywna i dodaje energii. Może i Wam przypadnie do gustu!
Dziękuję! Jesteście ze mną już dwa lata i mam nadzieję, że zostaniecie na dłużej!
Już niedługo spodziewajcie się małej niespodzianki! ;*

Źródło babeczki z grafiki: KLIK
Źródło balonów z grafiki: KLIK

poniedziałek, 7 marca 2016

Mini Recenzje + ChillBox Marzec!

Witajcie!
Jak widzicie dzisiaj zamieszczam 199 post tematyczny na tym blogu. Post dwusetny będzie specjalny z kilku okazji. Jakich?
Tego dowiecie się właśnie w następnym wpisie ;).
Dzisiaj mam dla Was kilka mini recenzji. Troszkę zmian zajdzie na moim blogu w najbliższym okresie, a te recenzje przygotowałam już jakiś czas temu i nie chciałam żeby się zmarnowały, dlatego przygotowałam wpisy w pigułce ;).
Zapraszam!
*
Dzisiaj rano dotarł do mnie świeżutki, jeszcze pachnący ChillBox :D. Ciekawych co znalazło się w środku zapraszam do czytania i oglądania! 
W tym miesiącu wartość pudełka zdecydowanie przekracza cenę zakupu. Jak zawsze w boxie znalazły się kosmetyki, książka, oraz dodatki. Jakie kryła w sobie ta edycja? 
Z kosmetycznych produktów otrzymałam zestaw Golden Snail Miniature Set. Znajdują się w nim miniaturki trzech produktów: toner 20ml, emulsja 20ml i krem 15g. Mimo, że jest to linia kosmetyków anty-aging to zużyję te produkty osobiście. Na pewno doczeka się recenzji! :). W pudełeczku znalazła się także figowa maska do włosów Organic Shop, której jestem bardzo ciekawa, a także wiosenny eliksir do ciała melon z ogórkiem marki Mokosh. I tutaj muszę się przyznać dałam ciała. Produkt zwinięty był w folię bąbelkową i żeby szybciej go zobaczyć wzięłam nożyczki... I ucięłam koniec pipety nie wiedząc jeszcze, że produkt ją posiada. Chciało mi się po prostu płakać. Ale jeśli nie dam rady jej odbudować to po prostu będę wylewać eliksir, a nie nabierać pipetą. 
*
Niekosmetyczne produkty to: książka Casey Watson "Mała opiekunka mamusi" (dziewczyny uprzedziłam, że książka bardzo wzrusza, trzeba przygotować chusteczki ;)); przyprawa do kawy bez chemii "Dar Natury" oraz szablony do kawy, które pozwalają przyozdobić każdą kawę. Rodzinka będzie zachwycona jak im taką podam :).
Tofi, jak na prawdziwą kobietę przystało od razu zainteresowała się pudełkiem. Na początku przy nim leżała i pozowała, a później zabrała się za obgryzanie :D. Jakby ktoś miał niepotrzebne chillboxowe kartony to Tofi i Ignacy chętnie się nimi zajmą! :D.
Ja z pudełka jestem zadowolona. Jego koszt to 89,90zł (pojedynczy box, w tym koszt przesyłki). Wszystkie produkty zużyję, książkę z chęcią przeczytam i mimo, że raczej nie piję kawy to zrobię sobie Latte Machiato z posypką! Czekajcie na zdjęcia na Instagramie bizarre_case :)
Znacie zrecenzowane produkty? Macie ochotę któryś wypróbować? Jestem ciekawa czy taki pomysł mini recenzji Wam się podoba :).
Co uważacie o najnowszym ChillBoxie? Dajcie znać!