Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bath and Body Works. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bath and Body Works. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 marca 2017

Ulubieńcy stycznia i lutego + KONKURS

Witajcie Kochane!
W dzisiejszym dniu chciałabym Wam życzyć zdrowia, szczęścia, realizacji Waszych celów! By uśmiech zawsze gościł na Waszych buziach i wszystko układało się po Waszej myśli ♥.
*
Dzisiaj lekki post! O ulubieńcach stycznia i lutego, a pod koniec wpisu mała niespodzianka :).
W styczniu moje serce (a także skórę i nogi) skradły produkty na powyższym zdjęciu. Termoaktywne serum Eveline Slim 3D towarzyszy mi po każdym treningu i rozgrzewa brzuch! Mam wrażenie, że skóra jest jędrniejsza i gładsza. Balsam do ciała Midnight Pomegranate Bath&Body Works ma piękny zapach i razem z mgiełką tworzy świetny zestaw pielęgnacyjny przygotowujący ciało na wieczorne wyjście. Mascara Eveline Big Volume w styczniu dbała o moje rzęsy. Bardzo przypadła mi do gustu jej szczoteczka z szeroko rozstawionymi ząbkami. Dzięki niej moje rzęsy były pogrubione, wydłużone i imponująco się prezentowały. O rajstopach i pończochach Veera pisałam tutaj: KLIK. W styczniu częściej chodziłam w spódnicach, a dzięki rajstopom czułam się bardzo dobrze, a po całym dniu moje nogi nie były zmęczone!
W lutym swoim działaniem zachwycił mnie Aktywnie Oczyszczający Peeling od Go Cranberry. Istne cudo! Świetny zdzierak, który zostawia twarz wygładzoną, pozbawioną suchych skórek i co najważniejsze - nie jest ona wysuszona. Zasługuje na miano Wielkiego Ulubieńca! Suplement diety Kerabione zażywałam już wcześniej, a teraz do niego powróciłam. Po okresie noszenia czapek włosy są osłabione, dlatego uznałam, że potrzebują dodatkowej pomocy by wrócić do formy. Według mnie jest to preparat godny polecenia. Krem do twarzy Mincer Pharma - VITA C Infusion to intensywnie nawilżający krem na dzień, który według mnie jest świetny. Nadaje się do wszystkich rodzajów cer, nawilża i zostawia skórę przygotowaną na nałożenie makijażu. Do tego jest bardzo wydajny! Cedrowy Szampon Nalewka do włosów osłabionych i suchych zawiera w sobie sporo ekstraktów: z kory dębu, mydlnicy lekarskiej, modrzewia syberyjskiego, a także olej lniany i olej cedrowy. Dobrze myje i według mnie wzmacnia włosy.
Z okazji Dnia Kobiet Bizarre Case  Do wygrania kosmetyki, które bardzo lubię, które zadbają o ciało, zregenerują skórę przed nadchodzącą wiosną!
☐ Łagodzący Balsam do Ciała, Vianek
☐ Rafinowany Olej Kokosowy, Nacomi
☐ Odżywczą Pomadkę z Peelingiem, Sylveco (PS Mój ulubieniec) 

Wystarczy:
✓ polubić FanPage bloga Bizarre Case
✓ być publicznym obserwatorem bloga
✓ zostawić w komentarzu imię i pierwszą literę nazwiska pod którymi obserwujecie FP oraz nick, pod którym obserwujecie blog a także dopisek: BIORĘ UDZIAŁ! :)



Obserwuję blog jako:

Obserwuję FP jako: 
e-mail:
Biorę udział!
Zapraszam do zabawy, która trwa od dzisiaj do 18.03 (godz. 23:59) :)
Będzie mi miło jeśli poślecie konkurs w świat!
Konkurs nie podlega przepisom z Ustawy o grach i zakładach wzajemnych z 29 lipca 1992 (Dz.U. z 2004 r. Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).
Organizatorem jest autorka bloga.
Znacie moich ulubieńców? Chciałybyście wypróbować któryś z kosmetyków bądź produktów?
Dajcie znać jakie kosmetyki ostatnio skradły Wasze serca! :)

wtorek, 3 maja 2016

Denko + Wyniki Rozdania

Witajcie! 
Jak Wam minęła majówka? Byliście gdzieś czy spędziliście czas w domu? 
Moja majówka nie trwa do dzisiaj lecz cały tydzień :) udało nam się przesunąć zajęcia na uczelni i dzięki temu możemy naładować akumulatory przed zbliżającą się sesją. 
Dzisiaj mam dla Was projekt denko lecz w nieco innej odsłonie od tego, co wcześniej pojawiało się na blogu. Nie będę prezentowała wszystkich produktów jakie wykończyłam. Na pewno nie znajdziecie w wykończonych kosmetyków, które wcześniej recenzowałam. W denku pojawią się produkty kosmetyczne, o których chciałabym Wam opowiedzieć w formie skróconej recenzji. Będą ochy i achy ale także buble i kosmetyki, które nie przypadły mi do gustu. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu taka forma mojego denka. Dajcie znać co o tym myślicie :)
Organic Therapy, Pianka z arcydzięglem do demakijażu - produkt, do którego na pewno wrócę. Delikatna pianka radzi sobie z demakijażem (niewodoodpornym, nie sprawdzałam jak z wodoodpornym) oczu oraz twarzy. Oczyszcza skórę z zanieczyszczeń rano i wieczorem, postawia ją gładką i miłą w dotyku bez ściągnięcia skóry.  
Synergen, Peeling do twarzy: skóra mieszana - zdecydowanie bardziej przypadła mi wersja różowa i niebieska (skóra wrażliwa i normalna). Peeling w postaci żelu z dużymi drobinkami. Efekt złuszczenia niewielki, nie polecam jako peeling, jako żel tak. Dobrze oczyszcza z zanieczyszczeń. 
Planeta Organica, Peeling gommage - peeling w postaci kremu. Dobry dla skór wrażliwych, suchych. Dla mieszanych i tłustych będzie niewystarczający, spodziewałam się większego "wow".
*
Theo Marvee, Tonik - bardzo wydajny i przyjemny w użyciu produkt. Pozostawia skórę odświeżoną i wygładzoną, nie występuje uczucie lepkości. Zaaplikowany później krem/serum nie roluje się, dobrze wchłania. 
Lilla Mai, Algowy Peeling do ciała - świetny peeling tylko było go mało :D. Bardzo dobry zdzierak o specyficznym zapachu. Przypadnie do gustu fanom intensywnego działania peelingującego. Po jego użyciu nie trzeba stosować balsamu
Laura Conti, Peeling do ust - delikatny peeling o zapachu truskawek. Dobrze wygładza usta, a przy tym jest słodki ;).
*
Delia, Rozjaśniacz Cameleo - bardzo prosty w obsłudze, rozjaśnia minimum o dwa tony. Po aplikacji włosy są trochę wysuszone, polecam użycie masek mocno nawilżających. Produkt niedrogi, polecam :).
Yasumi, Maska kakaowa - łatwa w aplikacji maska rozgrzewająca. Po użyciu twarz była zmatowiona, gładka w dotyku. Do tego przyjemny zapach i relaks na wieczór gotowy 
Skin79, Maska odżywcza - maska w postaci płatu. Na mojej twarzy akurat średnio przylegała. Po jej zastosowaniu twarz była odżywiona i nawilżona, po wyschnięciu płynu skóra się kleiła i czułam potrzebę jej umycia lub stonizowania. Można wypróbować. 
Paese, Olejek Jojoba - nakładałam go na końcówki włosów, byłam z niego zadowolona :).
*
Bath&Body Works, Balsam do ciała - intensywnie pachnący balsam idealny dla fanek słodkich zapachów. Wydajny, nawilżający w stopniu dobrym dla skóry lekko suchej. 
Silcare, Masełko do skórek - produkt,  który bardzo przypadł mi do gustu. Nawilżał skórki wokół paznokci, poprawił wizualny wygląd płytki. Do tego ładnie, delikatnie pachniał. 
L'Occitane, Krem do rąk - krem o dosyć stałej konsystencji, wydajny, o delikatnym, specyficznym zapachu. Dobrze nawilżał ale nie dlugotrwale. 
Koniec. Uf :D. Mogę wyrzucić te pustaki. Znacie jakieś produkty z wyżej zaprezentowanych? 
Teraz zapraszam Was na wyniki Wiosennego Rozdania. Niewiele osób się zgłosiło, trochę mi przykro z tego powodu ale no, płakać nie będę :P. 
Jest mi bardzo miło ogłosić, że przesyłka z kosmetykami dotrze do... 
Martyny z bloga Testuję i Opiniuję
Moje gratulacje :) mam nadzieję, że wszystko przypadnie Ci do gustu. Proszę o kontakt mailowy i ponowne przeczytanie regulaminu rozdania. 
Dziękuję wszystkim za odpowiedzi na pytanie konkursowe. Wszystkie przeczytałam i wezmę sobie do serca informacje, o czym chcecie poczytać!
Najbliższą zabawę zamierzam zorganizować w okolicach 800 obserwatorów więc zapraszam do zaglądania na bloga :). Nie wiem jeszcze czy wygraną przygotuję dla jednej czy dwóch osób ale skłaniam się ku dwóm.
To wszystko na dzisiaj. Jestem ciekawa czy mieliście jakiś produkt z mojego denka i czy przypadł Wam do gustu :)
Trzymajcie się!

poniedziałek, 21 marca 2016

Recenzja Bath&Body Works - Balsam do ciała

Witajcie! 
Porządki, porządki, porządki i jeszcze raz porządki. U mnie zaczął się już gorący okres przedświąteczny. Mycie okien, pranie firanek i tego typu sprawy zaprzątają mi głowę, nie wspominając o tym, że uczelnię mam do czwartku włącznie. 
Pogoda przysparza mnie o ból głowy więc dzisiaj mam dla Was recenzję, którą napisałam już dawno temu bo... w wakacje :D. Niech zdjęcia na zielonej trawie będą namiastką wiosny :).
*
Bath & Body Works, Balsam do Ciała 
Od producenta + skład:
Ten balsam wraz z trzema innymi, które Wam kiedyś pokazywałam przywiozłam ze sobą z Nowego Yorku. Długo się zbierałam żeby otworzyć jakiś kosmetyk z B&BW bo "tak pięknie wyglądają", "kiedy będę miała okazję kupić kosmetyki tej firmy?", "co jeśli szybko się skończy, a będzie świetny?"... I tak w kółko Macieju. Znacie to? 
W końcu jednak stwierdziłam, ze trzeba zabrać się chociaż za jeden balsam. Padło na jabłuszko. 
W lecie (okres, kiedy go używałam) moja skóra potrzebuje porządnego nawilżenia. Częste kąpiele w jeziorze czy morzu bardzo ją wysuszają. Dodatkowo bezpośrednie promieniowanie słoneczne wcale nie działa dobroczynnie na stan naszej skóry ;). Bałam się, że ten balsam mimo pięknego zapachu nie podoła w kwestii odpowiedniego nawilżenia.
Otóż nic bardziej mylnego!
Produkt otrzymujemy w plastikowej buteleczce w typowym dla balsamów B&BW kształcie. Letnia grafika z jabłuszkiem cieszy oczy. Otwieranie na klik nie przysparza żadnych problemów. Żadne paznokcie na nim nie ucierpią ;).
Po aplikacji balsamu, który dobrze się wchłania pachniemy jakby słodkim, "świeżym" jabłuszkiem! Istne cudo. Po prostu się zakochałam i mogłabym się nim smarować 24/7 :3. Zapach utrzymuje się na skórze przez jakiś czas, możemy się nim delektować jeszcze kilka godzin po nasmarowaniu.
Balsam nie zostawia żadnych białych smug, a jego delikatnie zielony kolor powoduje, że nabieram ochotę na zjedzenie soczystego jabłka. 
Za  235 ml balsamu trzeba było zapłacić 12,50$. Ja trafiłam na promocję 3+3 gratis i oczywiście wtedy skorzystałam :). W Warszawie można go zakupić w cenie 59 zł.
Jestem bardzo zadowolona z tego kosmetyku. Piękny zapach i dobre nawilżenie może iść w parze. Nie jest to tania przyjemność, ale raz na jakiś czas można sobie pozwolić ;)  
Znacie produkty B&BW? Jakie są Wasze ulubione zapachy? Może nie balsamy a inne produkty tej marki namiętnie kupujecie? 
Chętnie się dowiem jakie macie zdanie i czy znacie ten balsam. 

sobota, 25 lipca 2015

Nowości Kosmetyczne

Witajcie, 
Tak jak zapowiadałam, dzisiaj mam dla Was post z moimi ostatnimi nowościami. Pojawia się dość późno z powodu nieprzewidzianych okoliczności takich jak wyjazd do weterynarza z Tofką. Oprócz tych zapowiedzianych w poprzednim poście pokażę zestaw wylicytowany na stronie pewnej Fundacji.
Jeśli tylko macie ochotę obejrzeć jakie kosmetyki zasiliły moje zbiory to zapraszam na ciąg dalszy dzisiejszego wpisu :). Ale uprzedzam - zdjęcia robione przy sztucznym świetle, niestety dziennego już nie było :(.
*
Według kolejności, najpierw zaprezentuję zawartość ShinyBoxa, którą zapewne już wszyscy znają :).
W pudełku znalazło się 7 produktów. Pięć pełnowymiarowych i dwie miniaturki. 
Możemy w nim znaleźć pastę cukrową firmy Cosmoderma o wartości 29zł/170g, krem do stóp marki SheFoot kosztujący niecałe 20zł za 75ml, sztyft ochronny Silcatil wart 19zł, peeling marki Farmona 5zł/100ml, antyperspirant Dove za 12zł, oraz dwie miniaturki: krem nawilżający Norel o pojemności 15ml oraz krem do opalania Etre Belle. 
Z pudełka jestem zadowolona choć fajerwerków nie ma. Cieszę się, że miałam darmową dostawę. Patrząc na ceny produktów praktycznie pasta i krem do stóp równoważą wartość boxa. Nie pokuszę się jednak o subskrypcję bo mimo okresowych dodatkowych prezentów ściąganie z konta 49zł miesięcznie może być uciążliwe. A z reguły zawsze jest weekend darmowej dostawy i można zdecydować czy chce się mieć to pudełko :). 
Na JoyBox czekałam od dawna.  Odkąd dostałam grudniowe pudełko od chłopaka czaiłam się na kolejne edycje. Niestety albo nawalało konto i większość była już wyprzedane, albo prawie nic mnie nie interesowało. O zawartości czerwcowego pudełka dowiedziałam się z gazety i już tydzień wcześniej ustawiłam przypomnienie by zrobić zamówienie. Oczywiście serwery nie wytrzymały przeciążenia ale po 15/20 minutach się udało. Prawie miesiąc czekania na paczkę i oto jest! 
Muszę przyznać, że zawartość jest niesamowicie bogata i śmiem orzec, że ta edycja była najlepsza z dotychczasowych. Nawet lepsza od extraboxa :).
Prócz podstawowych produktów można było wybrać po jednym z trzech kategorii. Oto co znalazło się w moim pudełku:
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że spokojnie bym przeżyła bez tyłu kosmetyków ale nie możecie nie przyznać mi racji, że cena pudełka zupełnie nie odzwierciedla wartości produktów. Za samą maszynkę w drogerii przyjdzie nam zapłacić ile za całego boxa. Niesamowity deal :).
Ostatnie pudełko skrywało w sobie produkty od Klubu Miłośniczek Pięknych Paznokci. Są to piękne lakiery:
Akcja tematyczna nawiązuje do:
Zadaniem jest napisanie scenariusza, gdzie głównym tematem będzie symbol "&" i wsparcie Fundacji DKMS. Biorę się do roboty :).
Dzięki uprzejmości mojego brata miałam okazję oczami wyobraźni pobyć przez chwilę w sklepie The Body Shop w warszawskich Złotych Tarasach. Pani ekspedientka opowiedziała mi przez telefon o promocjach. Nie chciałam porywać się na dużą ilość produktów w wysokich cenach, dodatkowo nie mogąc poznać ich zapachów, dokładnie zobaczyć... Przy promocji trzy produkty w cenie dwóch zdecydowałam się na miniaturki produktów. Są to:
Masełka: Wild Argan Oil, HoneyMania, Virgin Mojito. Balsam Wild Argan Oil, żel Wild Argan Oil oraz HoneyMania. 
Cieszą mnie niezmiernie takie maleństwa. Masełka były po 20zł, trzy za 40zł. Natomiast żele po 9zł, a balsam w cenie 12,90zł. Za to trio trzeba było zapłacić 21,90 > najtańszy produkt gratis, czyli w tym przypadku jeden żel.
Uważam, że na początek, by poznać zapachy i kosmetyki jest to wystarczający zakup. Należy dodać, że mam jeszcze sorbet, żel pod prysznic oraz masełko do ust, które dostałam na lotnisku w Warszawie lecąc w zeszłym roku do NY :). Zużyłam na razie tylko peeling Wild Argan Oil, który był w zestawie. Wszystko nabiera mocy urzędowej i czeka na swoją kolej. 
Kilka zdjęć ze sklepu:
 *
 *
 *
 *
 *
 *
Na blogu Mstrzal przeczytałam post o możliwości testowania kosmetyków Safira. Warunkiem było przelanie firmie 9zł w celu opłacenia wysyłki. Wybrałam dwa balsamy, w tym jeden brązujący oraz peeling: 
Dziękuję za możliwość wypróbowania produktów, z którymi nie miałam jeszcze styczności :).
Oczywiście wiecie, że mam królika. Tofi ma już roczek i dobrze się sprawuje. Mam co prawda liczne zniszczenia w pokoju ale co zrobić... :D. 
Odkąd jest ze mną zaczęłam się interesować różnymi fundacjami zajmującymi się królikami. Wcześniej byłam tylko zaangażowana w pomoc schroniskom, psom i kociakom. W głowie się nie mieści jak ludzie traktują zwierzęta :(. Nie raz jest mi wstyd, że należę do tej rasy... 
Na Facebooku Stowarzyszenia Pomocy Królikom oddziału warszawskiego pojawiła się licytacja trzech kosmetyków Bath&BodyWorks z myjką, w pięknym pudełeczku. Licytacja zaczynała się bodajże od 24zł. Trafiłam prawie na sam koniec, po mnie już nikt nie licytował. Na rzecz królików przesłałam 70zł, a ten oto zestaw dotarł do mojego domu:
W późniejszym terminie odbyły się licytacje innych zestawów, ich ceny były już wyższe. Nie ukrywam, że myślałam, ze ktoś mnie przebije bo wartość tych kosmetyków wartych koło 150zł. 
Kochani, zachęcam Was do przeglądania bazarków na fb dla zwierzaków. Czasami wystawiane są na licytacje świetne kosmetyki, biżuteria, przydatne pierdoły. Pieniążki trafią do uzależnionych od człowieka istot, a Wy otrzymacie przydatny produkt. Tak niewiele potrzeba by pomóc. Na bazarku dla schroniska w Korabiewicach udało mi się nawet wylicytować paprykę chilli do posadzenia w doniczce (wraz z doniczką :D)! :). 
Jeśli nie interesuje Was żaden produkt to można przekazać po prostu pieniążki na jakiś cel w tytule wpisując: darowizna na leczenie/karmę/sterylizację. Konta fundacji są podane na ich funpage'ach lub stronach internetowych. Schronisk w Polsce jest bardzo dużo, wiele zwierząt potrzebuje pomocy. Zorganizowanie zbiórki karmy w pracy, szkole, wśród znajomych naprawdę dużo nie kosztuje, a może niesamowicie pomóc innym. 
Dobro wraca, nie bójmy się przekazać paru złotych dla potrzebujących :).
Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Chciałam zaprezentować Wam nowości i myślę, że mi się to udało. A małą dygresję pod koniec postu musicie mi wybaczyć :).
Jestem ciekawa co sądzicie o tych wszystkich produktach. Czego jesteście najbardziej ciekawi? 
Czekam na Wasze komentarze i apeluję - uświadamiajcie osoby w swoim otoczeniu jak ważna jest pomoc. Ustawienie stałego przelewu na 5zł miesięcznie nie uszczupli Waszego budżetu, a może wiele zdziałać :).
Trzymajcie się! 

środa, 10 września 2014

Nowy York, Part 2: zakupy

Witajcie :)
Mam nadzieję, że chociaż część zauważyła, że na blogu zaszły małe zmiany. Albo wcale nie takie małe ;). Doszłam do wniosku, że znudził mi się kolor pomarańczowy i poprosiłam chłopaka o małą zmianę. Robi się coraz chłodniej, a niebieski uwielbiam... Muszę się tylko przyzwyczaić do nowego wyglądu ;). Mam nadzieję, że zmiana przypadła Wam do gustu. Również przeniosłam górny pasek z linkami do bocznej kolumny, gdzie (według mnie :D) wygląda o wiele lepiej. Zmieniłam również czcionkę w niektórych miejscach, mam nadzieję, że możecie się doczytać.
Skoro już skończyłam z nowościami dotyczącymi bloga, teraz czas na nowości z Nowego Yorku i nie tylko, bo część kosmetyków nabyłam jeszcze przed podróżą.
Jeśli jesteście ciekawi co ze sobą przywiozłam to zapraszam do oglądania i czytania :).
*
Zestaw kosmetyków The Body Shop dostałam od rodziców. Wszystko kosztowało 141 zł (strefa bezcłowa na lotnisku w Warszawie). Po kolei: cudownie pachnący truskawką sorbet do ciała za 44zł; masełko do ust, również truskawkowe za 18zł; truskawkowy żel pod prysznic 25 zł, arganowy peeling do ciała kosztował 54 zł. Przy zakupie 4 pełnowymiarowych kosmetyków dostawało się prezent i przezroczystą kosmetyczkę. Ja zgarnęłam gotowy zestaw - nie dobierałam sama produktów. Kończył nam się czas i trochę się zgapiłam bo wymieniłabym żel na coś innego. Ale on też się przyda. Prezent okazał się masełkiem Shea, które niestety ma dość długi skład.
Przez całą podróż samolotem cieszyłam się z tego zestawu jak dziecko :D. To moje pierwsze kosmetyki z tej firmy, mam nadzieję, że będę z nich zadowolona.
*
Te dwa balsamy EOS do ust to również prezenty od rodziców. Czytałam o nich kiedyś recenzję i od tamtej pory mi się marzyły :). Były dwie wersje do wyboru więc je wrzuciłam do koszyka. Zapachy: borówka i truskawka. Tonę już w produktach do ust :D. Jeden kosztował 5,99$ czyli w przeliczeniu na złotówki: około 20zł.
*
Te produkty kupiłam w amerykańskiej drogerii DUANE reade. lakier Sally Hansen kosztował 1.49$ (jeśli dobrze pamiętam) w przeliczeniu: około 5zł. Kupiłam tylko jeden, bo kolory nie były specjalne a zużywam lakiery bardzo wolno. Ale ten przypadł mi do gustu i jeszcze takiego nie mam. 
Tańsza podróbka EOS. Nie mogłam przejść obojętnie obok arbuzowego balsamu do ust. Kosztował 2.99$ czyli około 10zł. 
*
A teraz czas na prawdziwe perełki :).
Balsamy Bath and Body Works w sklepie firmowym kosztowały 12.50$ każdy czyli około 40zł. Miałam to szczęście, że trafiłam na promocję 3 plus 3 gratis. Za dwa balsamy nie zapłaciłam, a jeden kupiłam za połowę ceny w promocji.
*
Za mgiełki już płaciłam. Wybrałam dwie z drobinkami, jedną bez. W sklepie miałam wielkie problemy przy decydowaniu się na zapachy. Mój nos miał problemy z orientacją przy tylu cudeńkach ale w końcu się udało :). Dwie mgiełki kosztowały 16$ każda czyli około 50zł, zaś ta bez drobinek kosztowała 14$.
*
Ten balsam też miałam za darmo, właśnie w promocji 3 plus 3 gratis.
Pachnie cudnie. Wszystko pachnie cudnie :D. Normalnie kosztował 12,50$.
*
W TJ MAXX znalazłam peeling jabłkowy za 1$ czyli za 3zł z groszami :). Zapach jest świetny.
W 'aptece' z kosmetykami kupiłam Cuticle Remover od Sally Hansen za niecałe 10$ czyli około 30zł. Jeszcze go nie używałam, ale myślę, że w tym tygodniu to nastąpi :).
*
 W wielkim centrum Century 21 jest dział z kosmetykami. Musiałam sobie pooglądać. Nie byłabym sobą gdybym czegoś nie kupiła. To mój najdroższy kosmetyczny wydatek i bardzo się z niego cieszę.
Zestaw Clarins zawiera: Peeling do twarzy 50ml; Tonik z rumiankiem 100ml; Płyn do demakijażu oczu 30ml; Koncentrat pod oczy 3ml; Błyszczyk 5ml; Krem do rąk 50ml; 
Taka przyjemność kosztowała mnie 30$ czyli niecałe 100zł. Na pudełku mam napisane, że kosztuje 49,50$, a jego wartość to 97$. I tutaj się zgodzę bo obliczyłam średnią wartość każdego kosmetyku patrząc po cenach w Internecie i razem wyszło mi około 310zł. Zakup ten uważam za deal życia :D.
Do tego dostałam kilka próbek :).
Oczywiście było jeszcze pełno innych produktów, które bardzo mnie kusiły. W TJ MAXX znalazłam lakiery Essie. Wiecie w jakiej cenie? 5$. Nawet na Chinatown nie było taniej (6,50$)! Lakiery OPI spotkałam za 3$ w tym samym sklepie. 
Osławioną różową gąbeczkę Beauty Blender do podkładu spotkałam w Walgreens (amerykańskie apteki/sklepy z kosmetykami). Zestaw dwóch gąbeczek razem z płynem do czyszczenia kosztował około 30$ (około 100zł)! Rozsądek jednak wygrał z pragnieniem. W Polsce można dostać jedną gąbeczkę z płynem za około 120zł.
Szkoda, że waluta i zarobki nie są wszędzie takie same. Z drugiej jednak strony my też mamy pełno kosmetyków w atrakcyjnych, dla nas, cenach :).
Co sądzicie o moich zakupach? Znacie te kosmetyki? 
Jestem bardzo zadowolona, że się na to wszystko skusiłam. Mam nadzieję, że po testach też będę miała takie wrażenia. 
Gwarantuję: pełno recenzji! Cieszycie się? :D