Witajcie!
W końcu się zebrałam i napisałam relację :). Powrót na uczelnię sprawił, że mam problem z organizacją swojego czasu i muszę się ogarnąć. Mam nadzieję, że szybko to nastąpi bo materiałów na posty mam niesamowicie dużo :).
Zapraszam na dalszą część wpisu, uprzedzam, sporo zdjęć!
*
Wylot z Warszawy o 3 w nocy. Niestety nie zrobiłam żadnych zakupów bo gdy otworzyli sklepy musieliśmy wsiadać na pokład. Skończyło się tylko na wizycie w McDonald's :D.
*
Lot, widok za oknem. Obudziłam się w dobrym momencie.
*
Przylot koło 6 rano. W Grecji przedstawiamy godzinę do przodu. Na Krecie powitała nas dosyć pochmurna pogoda i taka utrzymywała się przez kilka dni. Ale było ciepło :).
*
Pierwszy raz widziałam pomarańcze na drzewach. Hotel Dessole Malia Beach w miejscowości Malia, w którym miałam okazję wypoczywać znajdował się nad morzem, składał z kilku budynków i posiadał piękny, zadbany ogród. Było na co popatrzeć :)
*
W dzień naszego przyjazdu zrobiłam wiele zdjęć przepięknym kwiatom. To jedno z nich.
*
Widok z balkonu na morze. Bezcenne było usiąść pierwszego dnia, po męczącej podróży i posłuchać szumu morza.
*
W hotelu znajdowały się trzy baseny. Dwa ze słoną wodą - jeden z nich to ten na zdjęciu wraz z jacuzzi - oraz jeden ze słodką. Osobiście najbardziej polubiłam słony z jacuzzi. W nim odbywały się zajęcia prowadzone przez animatorkę - aqua aerobic ;). Animatorów była piątka, w tym dziewczyna z Polski. Co wieczór, prócz soboty, można było przyjść do amfiteatru zobaczyć przygotowane przez nich przedstawienie. Najbardziej spodobały mi się ich skecze.
*
Chwila relaksu nad morzem. Nurkowałam w morskiej wodzie, niestety podwodny świat nie był zbytnio bogaty. Mimo to znalazłam kilka pięknych muszelek, a także popatrzyłam na ryby.
*
Nie przestraszcie się, pokażę Wam teraz sporo jedzenia. Razem z rodziną mieliśmy wykupiony pakiet all inclusive także mogliśmy jeść ile chcieliśmy - nie była to dobra opcja :D. Poniżej widzicie moje pierwsze śniadanie. Musiałam oczywiście dorwać zielone oliwki ;). Miały pestkę w środku, były pyszne, zupełnie inne od tych kupnych w Polsce.
*
Pyszne ziemniaczane kuleczki pojawiały się na stołówce mniej więcej co trzy dni :D. Do tego standardowo ketchup ;). Arbuza najadłam się po wszystkie czasy. Podczas posiłków można było usiąść w budynku lub na dużym tarasie. Jeśli tylko było miejsce siadaliśmy na zewnątrz.
*
Między innymi takie drinki dostawał mój tata. Ja raczej wolałam piwo i wino. W holetu działały dwa bary. Jeden przy dużym basenie ze słoną wodą i jacuzzi - od godziny 10:00 do 1:00 w nocy. Drugi był przy basenie ze słodką wodą. Dodatkowo od 11:00 do 16:00 przez cały czas były serwowane dwa rodzaje pizzy :D. Mój brat był stałym gościem, ja także tam zaglądałam.
*
Chyba moim ulubionym daniem były lody z owocami. Na zdjęciu jedna z moich energetycznych kolacji - lody z baklawą, winogronem i sosem czekoladowym. Pychota.
*
Nie mam pojęcia co to było ale te czarne kulki były pyszne :D. Oczywiście nie mogło zabraknąć lodów.
*
W ramach pobytu mogliśmy przyjść na dwa wieczory tematyczne do taverny, w której w ciągu dnia serwowano regionalną kuchnię. Był chiński, a także rybny. Chiński bardziej przypadł mi do gustu ale mimo to i tak poszliśmy jeszcze z bratem na stołówkę, gdzie były dania międzynarodowe.
*
Posiłek rybny byl trochę ubogi :D. Właściwie powinien być nazwany posiłkiem "owoce morza". Moi rodzice zajadali się kalmarami, ośmiornicami i małżami. Ja zjadłam trochę ryby, sałatkę, ser i kawałek baklawy. Starczy tego morskiego jedzenia ;).
*
Któregoś dnia wracając do pokoju zastałam moją piżamę ułożoną na łóżku. To nie dzieło sztuki jakie pamiętam z Tunezji ale miło, że ktoś się tak starał.
*
Wykupiliśmy dwie wycieczki. Pierwsza z nich obejmowała zwiedzanie wyspy Santorini, na której mieszkały osoby chore na trąd.
*
Z wyspy wróciliśmy do miasta Agios Nicolaos, gdzie mieliśmy godzinę na zakupy.
*
Druga wycieczka objęła rejs statkiem na półwysep Gramvousa oraz do laguny Balos. Na półwyspie brat z tatą poszli zwiedzać fortyfikacje, my z mamą zostałyśmy na plaży.
*
Laguna Balos mnie zachwyciła. Że statku zeszliśmy na ląd, następnie po kostki w wodzie poszliśmy na plażę. Woda była niesamowicie ciepła!
*
Były takie piękne widoki. Chętnie kiedyś tam wrócę.
*
Sztuka w naturze ;).
*
Wyjazd mieliśmy o pierwszej w nocy, wylot prawie o czwartej. Ciężko było wracać do domu po tygodniu laby, wypoczynku i oglądaniu cudnych widoków.
*
Z Grecji wróciłam z dwoma kosmetykami marki Open. Żel i mleczko pachną po prostu nieziemsko. Mam nadzieję, że uda mi się napisać dla Was ich recenzję :)
*
Kupiłam także sól morską, którą mam zamiar wykorzystać do kąpieli. Jeszcze nie wiem jakiej :D. Dodatkowo skusiłam się na naturalne gąbki do demakijażu oczu. Czekają na pierwsze użycie :).
Było świetnie! Bardzo mi się spodobał cały wyjazd, a nawet loty bo oba przespałam, tak byłam zmęczona :). Nie jest to standardowa relacja, ale nie chciałam Was zanudzać długimi opisami. Mam nadzieję, że przypadła Wam do gustu.